17 lut 2012

Muszę odszczekać swoje utyskiwania, że podczas polskiej prezydencji w eurokołchozie nic się nie wydarzyło. Otóż nieprawda. W tym czasie zaakceptowano wydumany w WHO dokument przewidujący handel alkoholem tylko w państwowych sklepach, położonych na obrzeżach miast i tylko przez osiem godzin dziennie. Oczywiście drink w barze możecie sobie z głowy wybić. Koncesje mają być stopniowo wygaszane. Ten genialny pomysł ma na celu nasze dobro. Jako człowiek unikający alkoholu oświadczam, że uważam ten pomysł za efekt delirium. Gorsza może być już tylko prohibicja. Skutki wprowadzenia tego prawnego bzdeta będą dwojakie. Z jednej strony utrudniony dostęp do dobrych trunków, które ludzie piją dla czystej przyjemności związanej ze smakiem, bukietem i dobrym towarzystwem. O kulturalnym piciu ludzi cywilizowanych będzie można zapomnieć. Alkoholicy i tak pić będą, tyle że różne wynalazki, dzięki którym wzrosną wydatki NFZ i zasiłki pogrzebowe. I tu jest ten drugi skutek. Te wynalazki, bimber plus rzeka alkoholu płynąca zza naszej wschodniej granicy będą stanowić nieopodatkowany dochód mafii, która rozwinie się nam na wzór amerykańskiej z czasów prohibicji. Al Capone rechocze zza grobu.

10 lut 2012

Rzadko zdarza mi się pisać o ludziach naprawdę wolnych. Ale teraz mam dobrą okazję. W tym zawalonym papierkami świecie, świecie, gdzie wszelkie przejawy wolności są tępione w imię bezpieczeństwa, są jeszcze ludzie wolni. Ludzie o tak dużej potrzebie wolności stawiają samemu sobie zadania, których wykonanie jest ważniejsze niż osobiste bezpieczeństwo. To są żeglarze. I właśnie w zeszłą środę, 8 lutego, jeden z nich, olsztyński kapitan jachtowy Tomasz Cichocki opłynął przylądek Horn po 222 dniach samotnej żeglugi. Opłynął i płynie dalej. Gdyby rzeczywiście bezpieczeństwo było najważniejsze, jak sądzi wielu w naszym skundlonym świecie, nigdy by tam nie dotarł. I nigdy by Kolumb nie odkrył Ameryki, a Magellan nie opłynął Ziemi. To tacy ludzie przecierali nowe szlaki, pociągali za sobą innych i to oni zbudowali wielkość i potęgę cywilizacji Zachodu. Nie potrzebowali bezpieczeństwa, oni potrzebowali wyzwań. Dziś działalność instytucji państwa skierowana jest na zapewnienie bezpieczeństwa i powstrzymanie ludzi przed podejmowaniem ryzyka. Być może ułatwia to jednostkom przeżycie. Ale też zabija ducha i powoduje obumieranie cywilizacji.
Silnych wiatrów i stopy wody pod kilem, kapitanie!

03 lut 2012

Żyję już dosyć długo, wiele widziałem, słyszałem jeszcze więcej, a jednak ciągle zdarza się coś takiego, że szczęka mi opada. W miniony poniedziałek, podczas publicznej debaty na temat powstań narodowych i patriotyzmu głos zabrał dyrektor teatru im. Stefana Jaracza Janusz Kijowski. Zapytał: „Co jest porywającego w fetowaniu bitwy średniowiecznej, gdzie azjatycka dzicz starła się z cywilizacją zachodnią?”. Od razu pomyślałem, że wychowaliśmy się w zupełnie różnych domach.
Wiem jednak, że to, co powiedział świadczy o ignorancji albo o złej wierze. Pod Grunwaldem Krzyżacy starli się z Polską, posiłkowaną przez Litwę, czyli tak naprawdę przez Ruś oraz nielicznych Tatarów. Mamy wstydzić się bitwy? Jest to powód do naszej, polskiej chwały. Wygraliśmy, bo jak to barbarzyńcy, potrafiliśmy wcześniej przygotować lepszą armię, lepiej zaplanować działania, narzucić inicjatywę, wyznaczyć czas i miejsce bitwy i lepiej dowodzić. Byliśmy lepsi pod każdym względem. Jeśli pan Kijowski wstydzi się tego, to naprawdę, jest mi go żal. Współczuję mu, ja, Polak, z dziczy tej pochodzący.

27 sty 2012

Okazało się, że ludzie jeszcze potrafią wyjść na ulice w obronie wolności. Tak, właśnie wolności. I nie przekonujcie mnie, że w oprotestowanej umowie międzynarodowej, znanej jako ACTA, chodzi o obronę praw autorskich. Do tego już są odpowiednie narzędzia. Ta umowa odbiera ludziom wolność. Coś – czy ktoś wie co? – wymyśliło umowę międzynarodową, na mocy której tracimy podstawowe prawa obywatelskie. Weźmy np. taki art. 12.: „Każda strona przyznaje swoim organom sądowym prawo zastosowania środków tymczasowych bez wysłuchania drugiej strony […]”. I to wszystko w walce ze śmiertelnym zagrożeniem społeczeństwa przez terrorystów? Otóż nie. To w obronie własności intelektualnej koncernów tracących pieniądze. A co to jest własność intelektualna? Ano tego to ta umowa w ogóle nie definiuje. Każdy może wpisać tu to, co chce. Trzeba przyznać, że takiego narzędzia nie powstydziłby się sławny sowiecki prokurator Andriej Wyszyńskij. Koniec z przestarzałym stawianiem zarzutów, z tym, że wpierw trzeba być podejrzanym, żeby dało się wystawić nakaz przeszukania. To wszystko przeżytki niegodne prawdziwej demokracji socjalistycznej, och, przepraszam, europejskiej. Wraca nowe…

20 sty 2012

Współczesne państwo wychowuje społeczeństwo w kulturze żebractwa. Nie można telewizora włączyć by nie słyszeć, że najważniejsze to „pozyskać” (taka nowa nazwa żebrania) środki unijne. Skoro dają… Przyzwyczajają się firmy, ludzie i choćby gminy. Dziś ten kto kupuje za swoje to frajer. Dobry jest ten kto potrafi „zdobyć” dotacje. Unia daje, państwo daje. Tylko jeden problem, trzeba mieć wkład własny. Jak tu odpuścić dotację? Skoro własnych już nie ma to trzeba pożyczyć, i gminy pożyczają bez żadnego opamiętania. Każdy bierze w tym udział – władze i przedsiębiorcy wyciągają pieniądze z funduszy unijnych, menele od gminy. Kiedyś poważny człowiek zarabiał a żebrak wyciągał łapę. Dziś ćwiczą ten sam gest. Koszty tego są nie do ogarnięcia. W tym chocholim tańcu ludzie jakoś nie dostrzegają, że w ostatecznym rachunku muszą państwu dać na te dotacje i spłacić te pożyczki. Jak nie oni to ich dzieci. A państwo spiralę obłędu jeszcze rozkręca. Ronald Reagan porównał kiedyś współczesne państwo opiekuńcze do przewodu pokarmowego noworodka. Z jednego końca niepohamowany apetyt, a z drugiego kompletny brak odpowiedzialności. To chyba najlepsze podsumowanie takiej polityki.

13 sty 2012

Toczy się w Olsztynie wojna. Podobno spółdzielcy koniecznie chcą wiedzieć, ile zarabia prezes SM „Jaroty”. Gdzie indziej też coś się kroi. Najbardziej widowiskowa jest jednak batalia w SM „Jaroty”. Utarczki słowne, gromkie żądania i sądy. Spółdzielcy ponoć twierdzą, że: „Prezes Roman Przedwojski zarabia obrzydliwe pieniądze na naszych czynszach i dopłatach”. Tylko, czy aby na pewno chodzi o ujawnienie zarobków? Zarobki prezesa są i były znane wcześniej członkom Rady Nadzorczej, statutowego organu kontrolującego zarząd. Skoro członkowie rady wiedzieli, to wiedzą i inni. Zwłaszcza ci, co teraz „chcą wiedzieć”. Wniosek stąd, że nie chodzi wcale o to, żeby wiedzieć, ale żeby móc to roztrąbić na cały świat. Dopiero po roztrąbieniu będzie można zmobilizować tzw. opinię publiczną i dokonać rewolucji. Rewolucja, jak to rewolucja, musi przynieść rewolucyjne zmiany. Zastanawiam się tylko czy zmiany będą polegały na obniżeniu zarobków prezesa na „nieobrzydliwe”, czy może na zmianie prezesa z zachowaniem zarobków, które przestaną wtedy budzić aż tak straszną odrazę u zwycięzcy.
Swoją drogą musi to być niezły kąsek, skoro na tej wojnie jeńców nikt brać nie zamierza.

05 sty 2012

Czy już naprawdę zanikł zmysł estetyczny? W zeszłym roku zafundowano nam świecące pały przed ratuszem. Obecny rok witamy kiczem stulecia w postaci budynku przy Nowowiejskiego. W bezpośrednim sąsiedztwie jest sporo ładnych, choć obecnie mocno zaniedbanych, zabytkowych, secesyjnych kamienic. Wystarczyło do nich nawiązać. Więc autor „dzieła” nawiązał. Myślał, że zostanie drugi Gaudim, czy co? No i w efekcie mamy domek Gargamela. Nie byłbym tak wkurzony gdyby ktoś postawił to sobie gdzieś poza zabytkowym centrum miasta. De gustibus non est disputandum. Ale on mi to wywalił przed samymi oczami! Codziennie tamtędy przechodzę. Teraz będę musiał drogi nadkładać a stary już jestem i łatwo się męczę. Kiedyś architekturę zaliczano do sztuk pięknych, a teraz? Czy dzisiaj architektem może zostać absolutnie każdy?
Obawiam się, że to nie koniec nieszczęść spotykających nasze miasto. W kolejce czeka dworzec kolejowy na stacji Olsztyn Zachodni. Z wizualizacji wynika, że architekt zainspirowany został jakąś myjnią samochodową z akcentami marynistycznymi. Rozumiem, że kolejarze będą nosić marynarskie wdzianka.
I pomyśleć, kiedyś potrafili zbudować taką kamienicę Naujacka.

30 gru 2011

Koniec roku skłania do refleksji nad czasem minionym. A odczucia mam różne. Z jednej strony cieszy mnie to, że Olsztyn się zmienia. A zwłaszcza to, że zaczyna niewyraźnie majaczyć koniec przebudowy al. Wojska Polskiego. Jeżdżę tamtędy codziennie i codziennie też cierpię. Z drugiej jednak strony mam niejasne obawy, że usprawnienie ruchu po oddaniu drogi do użytku, może stać się dobrym pretekstem do odłożenia budowy obwodnicy na lepsze czasy. A jak wszyscy wiemy, lepsze czasy to już były. Mam też gości i pochwaliłem się przed nimi ładniejszym miastem ale popatrzyli na mnie podejrzliwie i zapytali kiedy ostatni raz wysiadłem z pociągu na dworcu w Olsztynie. I czar prysł.
Brakuje też mi teatru. Remont trwa a ja, całkiem dla siebie niespodziewanie, cierpię. Nie jestem jakimś znawcą teatru, ale lubię kontakt z żywym słowem, ten specyficzny dla teatru sposób mówienia, odmiennie brzmiące odgłosy kroków na deskach czy umowność dekoracji. Nawet nie wiedziałem, że może mi tego tak brakować. A na scenach zastępczych to nie jest to samo. Więc czekam.
Popadłem w melancholię a tu Nowy Rok się zbliża. Myślę, że będzie lepszy. I tego wszystkim Wam, drodzy czytelnicy, życzę.

22 gru 2011

Do Wigilii już całkiem niedaleko, czas więc na wigilijne opowieści. Był rok 1914, trwała I wojna światowa. Wtedy jeszcze oficerowie byli ludźmi staroświeckiego honoru a żołnierzy nie karmiono propagandą. Rosjanie oblegali twierdzę Przemyśl bronioną przez Austriaków. Na czas świąt Bożego Narodzenia ucichły strzały. Na przedpolu Rosjanie ustawili tablicę ,,Z całego serca życzymy Wam wszystkim wesołych świąt Bożego Narodzenia, Pokój ziemi a ludziom zadowolenia. Dałby Bóg spełnienia Waszych życzeń”. Podobne tablice wystawiono w innych miejscach. Dokonano oficjalnej wymiany orędzi świątecznych pomiędzy walczącymi stronami. Austriacy zrewanżowali się w okresie świąt prawosławnych. W czasie spotkań patroli żołnierze obdarowywali się papierosami, wódką i chlebem. Przerwa w działaniach wojennych trwała do 27 grudnia. Wydarzenie to, podobnie jak lepiej znany rozejm na froncie zachodnim, stanowiło ostanie już chyba nawiązanie do średniowiecznego obyczaju zawierania na czas świąt Pokoju i Rozejmu Bożego, Pax et Treuga Dei. Pamiętajmy o tym zanim wrócimy do codziennych swarów. A ja, z okazji Dnia Narodzenia Pańskiego, wszystkim Wam życzę pokoju, zdrowia i wszelkich łask Bożych.

09 gru 2011

Z Europy do Polski dotarło szaleństwo. Polega ono na dotowaniu tzw. zielonej energii. Z elektrowniami wodnymi specjalnego postępu nie widać, ale za to powstają ciągle nowe elektrownie wiatrowe. Mamy z tego tytułu odnieść rozliczne korzyści. Pytanie tylko – jakie? Krajobraz oszpecony, a i mieszkać w pobliżu też za bardzo nie można, bo powstają szkodliwe dla człowieka infradźwięki. No, ale co tam… Jest jeszcze kolejna sprawa. Energia wiatrowa i słoneczna jest wytwarzana, gdy wieje i świeci. Gdy przestaje, to i prądu brak. Więc co napędza wiatraki? Po wnikliwym zbadaniu sprawy okazuje się, że wiatraki napędzane są przez dotacje. Daje państwo pieniądze podatnika, to i wiatraki się kręcą, a nawet wyrastają nowe. Gdy tych pieniędzy brakuje, to wiatraki stają. Co niedługo zaobserwujemy w całej Europie, bo kryzys finansowy zmusi państwa do ograniczenia dotacji. Co zresztą może mieć ciekawe skutki, bo może spaść bezrobocie. Czemu? Ano policzono, że w takiej np. Hiszpanii, aby utworzyć jedno miejsce pracy przy produkcji energii odnawialnej, trzeba zabrać gospodarce tyle pieniędzy, że likwidowane są dwa inne miejsca pracy. We Włoszech stosunek ten wynosi 1:4-5, a w Wielkiej Brytanii 1:3,7. Ile w Polsce – nie wiem. Jak się dopatrzę, to nie omieszkam napisać. Oczywiście, możemy produkować znacznie tańszą energię z elektrowni atomowych albo w przyszłości z gazu. Tyle że gdy zaczęliśmy przymierzać się do budowy elektrowni jądrowej, to podjęto w Unii próbę przeforsowania zakazu budowy nowych elektrowni tego typu, a teraz też są podejmowane próby zakazu wydobycia gazu z łupków. Towarzyszy temu propagandowy festiwal straszenia zagładą, spowodowaną wydobyciem gazu. Jakoś nie mówi się o tym, że przy samej obsłudze odwiertów potrzeba będzie około 100 tys. nowych miejsc pracy. Ciekawe, prawda?

Blog Adama Kowalczyka

Powered by WordPress
Designed by Edytor Sp z o.o.